David Villa siedział rozparty na fotelu i spoglądał na zachód słońca. Obok niego w niemal identycznej pozycji siedział jego serdeczny przyjaciel, Fernando Torres. Nando nie spoglądał na słońce, oglądał coś w swoim telefonie.
-Co
byś zrobił, gdyby twoja córka była z piłkarzem? – spytał nagle. David drgnął.
-Która?
– warknął.
-A to
jest jakaś różnica? – mruknął.
-W
sumie żadna – kiwnął głową. – Ale to się nie wydarzy.
-Czemu?
-Bo
takich porządnych jak my już nie ma – westchnął. Nando tylko uniósł brwi. –
Wiernie trzymałeś się jednej kobiety, stworzyłeś z nią stabilny związek, masz
dzieci, nie szukasz wrażeń.
-Wielu
jest takich jak my.
-Ale
nie w wieku naszych córek – przewrócił oczami. – Im się tylko liczy, żeby
zaliczyć tyle lasek ile się da. Co za dno – pokręcił głową. Fernando zrobił w
głowie przegląd młodych chłopaków, których trenował i żaden nie spełniał
kryteriów o których mówił David. – A im popularniejszy tym przystojniejszy i
tym bardziej rwie co się da – dodał.
-No
nie wiem – Nando był sceptyczny.
-Spójrz
na tych szczylów co teraz wygrali Mundial. Cieszę się z nimi, ale teraz to się
zaczęło rwanie! – machnął ręką.
-Teraz
to się sezon zaczął – powiedział przytomnie Torres.
-Tak?
– David sięgnął po swój telefon. – Patrz – włączył pierwszą z brzegu stronę
plotkarską, wpisał coś i ich oczom ukazały się zdjęcia dwóch młodych zawodników
reprezentacji Hiszpanii. – Pedri i Ferran Torres w klubie. Z kim? Stellą Figo,
kolejna naczelna gwiazda imprez. – Fernando wcale nie był zdziwiony, że jego
przyjaciel wie jakie są strony plotkarskie i zna wszystkich, którzy na nich się
pojawiają. - O, a tu – pokazał kolejne zdjęcie. – Ferran dobiera się lasce do
dekoltu. W klubie! Kto to widział.
Torres
przekrzywił głowę, żeby uważniej przyjrzeć się zdjęciu. Dziewczyna na ręku
miała bransoletkę ze srebrnymi zawieszkami. Znał je dość dobrze, bo obie jego
córki miały podobne. Ta wydawała mu się znajoma, bo jednym z charmsów było
błyszczące Z, ale nie podzielił się swoim spostrzeżeniem z przyjacielem. Zaida
była teraz w Madrycie, zaczynała kolejny rok studiów, a Ferran i Pedri byli w
Barcelonie. Zbieg okoliczności.
Mój
czas w Barcelonie upływał mi naprawdę dobrze. W dzień chodziłam na uczelnię,
popołudniami do pracy. Cały tydzień ciszy i spokoju. Tato napisał tylko kilka
smsów, ale nie miał czasu dzwonić. Był w Nowym Jorku, dopinał coś z klubem, którego chciał być właścicielem. Mama sprawdzała czy jest w porządku (było).
Stella wyjechała na jakąś sesję zdjęciową do Japonii czy Chin, a ja naprawdę
doskonale czułam się w mieście.
Pracowałam
jako fizjoterapeutka najmłodszych drużyn FC Barcelony. W przyszłości chciałabym
zostać fizjoterapeutką młodych sportowców, dzieci najlepiej.
Z
okien swojego gabinetu w Ciutat Esportiva miałam widok na boiska treningowe.
Najczęściej widziałam treningi kobiet.
-Hej –
do środka wszedł wysoki facet z bujną fryzurą.
-Cześć,
wujku – uśmiechnęłam się.
-Mam
coś dla ciebie – podał mi kopertę. Wzięłam ją. W środku miałam dwa bilety na
sobotni mecz pierwszej drużyny. W dobrym miejscu.
-Dzięki,
ale ma przyjechać Olaya i Nora, więc…
-Rozumem
– dołożył trzeci bilet i uśmiechnął się szeroko.
-Zastanowię
się, wujku.
-Carlosie.
Dorosła jesteś, a ja nie jestem aż takim dziadkiem – skrzywił się.
-Senior
Puyol! – usłyszałam z korytarza znajomy głos. – Jest tu jakiś fizjo?
-Dziecięcy
– odparł wujek, znaczy Carles.
-A
dziecięcy masuje inaczej? – zaśmiał się ktoś. Sekundę później w drzwiach stanął
Ferran. W koszulce bez rękawów i krótkich spodenkach. Rozczochrany. Zaraz po
tym jak dostrzegłam błysk w jego piwnych oczach, w oczy rzucił mi się herb FC
Barcelony. Jestem córką piłkarza, przemierzyłam za nim kawał świata i
wiedziałam, że to herb a nie logo. Moje serce nie biło w rytm hymnu jakiegoś
klubu, ale znałam takich, których biło.
-Zaida?
– zdziwił się, ale uśmiech nie zniknął z jego przystojnej twarzy. W świetle
jarzeniówek widziałam doskonale to czego nie dostrzegłam w klubie. Był
cholernie przystojny. – To cudownie, że jesteś fizjo – wpakował się do gabinetu
i usiadł na krześle przy biurku. – Kuje mnie w barku, mogłabyś mi to
rozmasować? – zdjął koszulkę. Zrobiłam zaskoczoną minę. Puyol roześmiał się
wesoło i wyszedł.
Oprócz
ładnej buzi miał też boskie ciało. Wyglądał jak idealny model do pokazywania
mięśni dla studentów. Widać było idealnie każdy. Nawet najmniejszy.
-Nie
mogę masować pierwszego składu – założyłam ręce na piersi.
-Nikt
się nie dowie – zerwał się z miejsca, zamknął drzwi i wrócił na krzesło. –
Wszyscy nasi są zajęci, a mnie to wkurza – ruszył ramieniem i się skrzywił.
Zawahałam się. Naturalny odruch chęci pomocy podbity chęcią dotknięcia. Jestem
tylko dziewczyną!
-Jak
ktoś mnie na tym złapie to ty się będziesz za mnie tłumaczył – mruknęłam i
stanęłam za nim.
-Powiem,
że jesteś moją dziewczyną – prychnął. Zatkało mnie na moment. – Masz chłopaka? –
odwrócił się nagle.
-Gdzie
cię boli? – Położyłam mu dłonie na barku. Moje palce jak zwykle same odnalazły
miejsce, gdzie nie wszystko było jak powinno.
-Oooo
– szepnął i przymknął oczy. Wiedziałam, że trafiłam. – Jesteś boska, Zai….
-Staram
się. Gotowe – klepnęłam go delikatnie w plecy. Wstał, przeciągnął się i
uśmiechnął.
-Masz
boskie ręce – chwycił moje dłonie i je ucałował. – Idziesz w sobotę na mecz? –
spojrzał na bilety na biurku.
-Jeszcze
nie wiem.
-Strzelę
dla ciebie gola! – powiedział nagle. – Znaczy za ten masaż. W podzięce – dodał trochę
zmieszany.
-To
nic takiego – poczułam jak moje policzki różowieją.
-Kibicujesz
komuś innemu? – mruknął.
-Właściwie
to tylko reprezentacji Hiszpanii – uśmiechnęłam się.
-Zaczekaj!
– pstryknął palcami i wybiegł. Zaśmiałam się pod nosem i zaczęłam zbierać do
domu. Zostawiłam swój służbowy dres, założyłam jeansy i zwykłą koszulkę.
Torebkę zarzuciłam na ramię i już miałam iść do wyjścia, gdy zza załomu wypadł
Ferran. Pędził jakby go ktoś gonił. – Proszę! – podał mi coś w czym od razu
rozpoznałam koszulkę. – Przyjdź.
Rozłożyłam
materiał i uśmiechnęłam się. Była to jego koszulka meczowa z numerem 7 na
plecach i napisem FERRAN.
-Dzięki
– przerzuciłam ją sobie przez ramię. – Zobaczę z tą sobotą.
-Wpadnij
potem na imprezę, taką pomeczową.
-Wykluczone!
– aż podskoczyłam. – Będzie u mnie moja siedemnastoletnia siostra z
przyjaciółką. Nie ma nawet opcji – pokręciłam głową.
-Ale…
-Ja
wiem, gdzie bywałam mając siedemnaście lat, ty pewnie w podobnych miejscach,
ale ojciec mi głowę urwie jak zabiorę ją na imprezę pomeczową – poklepałam go
po torsie. Doskonale zbudowanym, nie mogłam wyrzucić z głowy jego nagiej klatki
piersiowej.
-Dobra,
spoko – zrobił krok do przodu. – Ale odbiję to sobie.
-Słucham?
– zdziwiłam się i odruchowo zrobiłam krok do tyłu. Tak, oczywiście, za mną była
ściana.
-Zapraszam
na imprezę, daję swoją koszulkę meczową, chciałbym coś za to – oparł się jedną
ręką o ścianę.
-A
mój masaż to co? Za ładne oczy było? – prychnęłam. Uśmiechnął się. Zrobił to
tak, że w brzuchu coś mi się przewróciło, a serce przyspieszyło.
-Z
dobrego serca? – oparł się drugą ręką, byłam uwięziona między jego ramionami,
ale nie czułam się z tym źle. To było… Ekscytujące.
-Torres
– położyłam mu dłoń na torsie.
-Googlałaś
mnie – wyszczerzył się zadowolony.
-Eee…
- zaniemówiłam. Jak się nie wydać, że nie musiałam? W klubie nie połączyłam
kropek kim był, dodałam dwa do dwóch, gdy spotkałam go chwilę temu. Jedyny
piłkarz FC Barcelony o imieniu Ferran ma na nazwisko Torres. Byłam na finale
Mundialu, widziałam jego gola. Jestem córką piłkarza, nie gram, ale football siedzi
we mnie głęboko i mocno.
-Na żywo
wyglądasz o wiele lepiej – wyrwało mi się. – Ale nie, nie sprawdzałam cię w
necie. Po prostu trochę oglądam – małe kłamstwo. Oglądam wiele meczy, a na
pewno jestem na bieżąco z wynikami ligi.
-Ulubiony
zespół? – spytał. – Powiemy na trzy-cztery i to będzie tajemnica.
-Nie
jest to Barca? – zmarszczyłam czoło.
-Tajemnica
– puścił mi oczko. – Trzy-cztery!
-Valencia
– szepnęliśmy jednocześnie. Jego piwne oczy rozszerzyły się w zdumieniu.
-Jestem
wychowankiem – wyznał.
-Urodziłam
się w Walencji – dodałam.
-Przeznaczenie,
Zai – szepnął.
-Ferranito!
– krzyczał ktoś. – Fer, gdzie jesteś?
-Z
tym meczem się zastanowię, za koszulkę dziękuję – cmoknęłam go zarośnięty
policzek, zanurkowałam pod jego ramieniem i szybko wyszłam na parking.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz