Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Krótkie jasne włosy do ramion. Przeczesałam je palcami.
-Do
dupy – odezwał się głos za mną. Udałam, że nie słyszę.
-Nie
jest tak źle – dołączył drugi.
-Jest
– pierwszy.
-Gorzej
z ciemnego wrócić na jasny, a nie odwrotnie – zerknęłam na dwie
siedemnastolatki za mną. Jedna z nich właśnie spoglądała na swoje
niebiesko-filetowe kosmyki.
-Wyglądasz
okropnie – komplementowała mnie rodzona siostra.
-Nie
przypominam sobie, żebym was tu zapraszała.
-Ja
też nie – przyznała farbowana. – Ale miałyśmy ci robić za sumienie.
-Słucham?
– wzięłam się pod boki.
-Zamknij
się – syknęła moja siostra.
-No
co? – oburzyła się druga. – Sama powiedziałaś, że musimy wybić z głowy jej
wyprowadzkę!
-Ale
powiedziałam ci to w sekrecie!
-To
trzeba było powiedzieć, że to sekret!
-Nic
mi nie wybijesz. Mam mieszkanie, ogarnęłam zmianę uczelni, wszystko klepnięte –
wypięłam dumnie pierś. – Czas na samodzielność.
-Idealne
dopasowanie, gdy ojciec wyjechał – siostra strzeliła minę.
-Wujek
jest przeciwny? – szepnęła farbowana.
-Nie
może być przeciwny czemuś o czym nie wie – wywróciła oczami. – A mama jej
obiecała, że nic nie powie.
-Ty
też – pogroziłam jej palcem.
-Co
ty będziesz tam robić? Nie znasz miasta, nikogo tam nie znasz! – zamachała rękami.
-Znam,
nie musisz wiedzieć kogo – znowu jej pogroziłam.
-Nie
przyjdę do ciebie póki wujek się nie dowie – szepnęła farbowana do mojej
siostry. – Wystarczą mi awantury we własnym domu, żebym jeszcze tych słuchała.
-Taka
z ciebie przyjaciółka? – oburzyła się moja siostra.
-Ze
mnie? A czemu ty nie dbasz o mój komfort psychiczny?!
-JA?!
– obie spojrzały na mnie. Znałam to spojrzenie. Nie dość, że widziałam je w ich
oczach, to widziałam je w oczach naszych ojców. To połączenie mózgów, a raczej ich
połówek. Każde miało tylko pół.
-Wychodzę
– chwyciłam dużą torbę.
-Tylko
tyle zabierasz?
-Wszystko
spakowałaś?
Rzuciły
się na mnie, gdy schodziłam po schodach. Pożegnałam się z mamą wcześniej, brat
nic nie wiedział, bo lotem błyskawicy doszłoby to do ojca.
Nie
chciałam, żeby wiedział. Miałam dwadzieścia lat, studiowałam, teoretycznie
mogłam decydować o sobie, a w praktyce jego czułe i opiekuńcze ramiona ciągle
nade mną były. Chciałam spróbować sama. Daleko, w obcym mieście. Studiowałam
fizjoterapię, przeniosłam się na nową uczelnię. Miałam tak dobre stopnie, że
obyło się to bez problemu. Zmieniałam w sumie tylko miasto, a nie kraj.
Wykorzystałam trochę znajomości, które miałam dzięki ojcu. Uśmiechnęłam się do
kilku wujków i załatwili mi staż. Kasa nie była wielka, ale liczyło się, że
mogłam nabrać doświadczenia. Obiecali mi, że będę incognito. Dlatego pomalowałam
i ścięłam włosy. Postanowiłam też używać drugiego nazwiska, było mniej
popularne niż te, które dał mi ojciec.
Podróż
minęła mi bez większych problemów, chociaż trwała kilka godzin. Przeprowadzkę
ogarnęłam w ciągu ostatnich dwóch tygodni, więc teraz wiozłam tylko rzeczy
osobiste.
Na
dworcu czekała na mnie koleżanka i zarazem nowa współlokatorka.
-Blondyneczko!
– zapiszczała na mój widok. Stella była modelką. Długie nogi do nieba,
śnieżnobiały uśmiech no i oczywiście burza blond loków.
-Zainspirowałaś
mnie – zaśmiałam się całując ją w dwa policzki.
-Idziemy
dziś na imprezę – objęła mnie ramieniem i poprowadziła do swojego samochodu. Od
jej jazdy było mi niedobrze. Ruszała jak rakieta, hamowała, trąbiła… Nie
komentowałam, bo moja mama jeździła podobnie. Przywykłam.
Przynajmniej
na rok wprowadziłam się do jej mieszkania. Nie płaciłam za nie nic, bo jej za
to płacił ojciec… Jest bogaty, nie będę się z nim kłócić, żeby zapłacić czynsz.
Postanowiłam wykorzystać moją szansę na wolność i samodzielność, i przymykać oko
na niektóre rzeczy. Po prostu wiedziałam, że czeka mnie ciężki bój z ojcem,
żebym mogła tu zostać. Nie chciałam marnować czasu na coś innego. Oszczędzałam
siły.
-Ta
impreza to z twoimi znajomymi? – spytałam, gdy wieczorem stałam wystrojona w
krótką (bardzo), czarną cekinową sukienkę na ramiączkach. Stella miała taką
samą tylko złotą. Pokręciła mi włosy, zrobiła wystrzałowy makijaż (sobie też).
Spojrzała na mnie podkreślonym czarną kreską błękitnym okiem.
-Ze
znajomymi to ja gram w planszówki, gdy się idę bawić to z obcymi. Może kogoś
poznam – przygryzła wargę. – Miałaś chłopaka, nie rób takich min – skrzywiła się.
-Jestem
tu, bo już go nie mam i nie chcę do tego wracać – wsunęłam na stopy czarne
trampki. Nie zmusiła mnie do założenia czarnych szpilek.
-Dziś
nie wyrywamy, dziś dajemy kosze – zdecydowała zadowolona.
Wybrała
jakiś wielki i bardzo głośny klub w centrum. Ludzi był dziki tłum.
Wypiłyśmy
dwa drinki, przyjemnie zakręciło mi się w głowie.
-Frajerzy
na drugiej! – zawołała głośno Stella. Mam problem z lewo-prawo, tych oznaczeń
godzinowych kompletnie nie kleiłam.
-Czarownica
z lewej – odpowiedział jakiś chłopak. Gdyby nie to, że patrzył na Stellę w
życiu bym nie wpadła, że chodzi o nią.
-Co
za wyszukany komplement – skrzywiła się.
-Wzajemnie
– dodał drugi chłopak. Stanął obok mnie i gestem przywołał barmana. – Przyjemniutka.
-Kiedyś
inaczej śpiewałeś – warknęła uderzając ręką w bar. Aż podskoczyłam na swoim
krześle, bo nieoczekiwanie znalazłam się w środku konfliktu.
-Oooo
– zapowietrzył się brunet. – Wypraszam sobie!
-Żaden
z nas nie zaryzykowałby złapaniem czegokolwiek od ciebie – warknął ten drugi i
stanął za kolegą, ale też przy barze. Nie do końca ogarniałam co się dzieje.
-A
ty? – zwrócił się do mnie ten obok. Spojrzałam w jego ciemne oczy i mój pijany mózg
zamiast odpowiedzi postanowił, że się uśmiechnę. Więc się wyszczerzyłam i
wzruszyłam ramionami.
-Wara
od niej – syknęła Stella.
-Umiem
mówić – odwróciłam się do niej.
-To
już więcej niż koleżanka – odezwał się ten najdalej.
-Ej,
dlaczego ją obrażasz? – oburzyłam się.
-Każdy
z nas dał jej kosza kilka razy i teraz nam ciśnie przy każdej okazji –
powiedział ten bliższy.
-Przykro
mi – szepnęłam do niej. Nie odpowiedziała, patrzyła na nich z mordem w oczach.
-To
był zawsze zakład – warknęła.
-Obyś
zawsze zakładała się o to, że zostaniesz zlana – zaśmiał się ten obok mnie.
-Nie
jesteś stąd, co? – wychylił się do mnie ten drugi.
-Nie –
pokręciłam głową.
-Długo
ją znasz? – spytał ten pierwszy.
-Długo.
Mieszkamy razem.
-Fiu –
zagwizdał ten bliższy.
-Od
dziś – dodałam.
-Ewakuuj
się – szepnął przysuwając się bliżej. Do nosa dotarł zapach jego perfum.
Zaciągnęłam się nim aż zakręciło mi się w głowie. Nasze twarze dzieliło jakieś
pięć centymetrów. – Bo to… - zaczął, ale kumpel z tyłu go popchnął i dosłownie
wpadł na mnie.
Siedziałam
na wysokim krześle, on stał, górował nade mną mimo to, ale gdy tamten go
popchnął wylądował twarzą na moim dekolcie.
-Mari
– usłyszałam tylko od tego z tyłu, ten pierwszy objął mnie w pasie i ani myślał
się ruszać. Drugą ręką opierał się o bar i tylko dlatego nie zwalił się całym
cielskiem na mnie.
-Zwariowałeś?
– szepnęłam mu do ucha, bo wydawało mi się, że jest najbliżej. Ciepły oddech
łaskotał mnie w dekolt, którego na szczęście, ta sukienka nie miała dużego. Nie
przeszkadzało mi, że się tak we mnie wtulił. Ładnie pachniał, włosy też mu
ładnie pachniały. Delikatnie wsunęłam w nie dłoń. Były jedwabiście miękkie.
-Moja
była – odparł. Gdy mówił drapał mnie zarostem po szyi. Aż po ciele przeszedł mi
dreszcz. – Jak będę miał szczęście to pójdzie, jak pecha to twoja kumpela
wydrze ryja albo Martina zatrzyma się przy Pedrim. Obejmiesz mnie? – odruchowo zrobiłam
o co prosił. Wolną rękę położyłam mu na plecach. – Przymknęłaś oczy?
-Po
co? – zdziwiłam się.
-Z
daleka wyglądamy jakbym całował cię po szyi. Zazwyczaj wtedy laski zamykają oczy.
-Bzdura
– prychnęłam i wtedy poczułam jego usta. Dotknął mojej skóry delikatnie.
Gwałtownie wciągnęłam powietrze. Usta poruszyły się w górę, w kierunku ucha.
Jęknęłam mimowolnie.
Gdy
się odsunął szybko otworzyłam oczy, które nie wiem nawet kiedy, zamknęłam.
-Poszła
w diabły – powiedział chłopak z tyłu. Jednak ja nie rejestrowałam nic wokół.
Widziałam tylko krzywy uśmiech i błysk piwnych oczu.
-Miałem
rację – szepnął zadowolony.
-Przypadek
– przewróciłam oczami.
-Raczej
przypadek potwierdzający regułę.
-Nie
jestem żadnym przypadkiem! – oburzyłam się.
-Skąd
– spojrzał na moje usta.
-Wybacz
– zreflektowałam się, bo ciągle trzymałam jedną rękę w jego włosach, a drugą
oparłam na ramieniu. Zdusiłam dziwne uczucie w dole brzucha. Zapragnęłam zatopić się w jego ustach, a nie taki miałam plan na zmianę swojego życia!
-Koleżaneczka
już poszła w tango – prychnął drugi chłopak.
-Tak?
– spojrzałam tam gdzie ona. Stella całowała się z jakimś chłopakiem. – Mam klucze
do mieszkania i stopery do uszu – wzruszyłam ramionami. – To czas na mnie. Może
zdążę zasnąć nim wróci – zeskoczyłam z krzesełka barowego. – Na razie –
odwróciłam się na pięcie, ale chłopak za mną złapał mnie za łokieć i
przyciągnął do siebie.
-Czekaj
– uśmiechnął się. – Może cię odprowadzić?
-Dzięki,
ale jestem już duża i sobie poradzę – uśmiechnęłam się.
-To
była taka wymówka, żeby cię zagadać, spędzić chwilę dłużej razem i wydębić od
ciebie numer – mruknął.
-Och!
– zakryłam dłonią usta. Jednak genów ojca nie wydłubię, bywam tak samo bystra jak on. – Mówią, że to tylko na pozór duże miasto, więc może
jeszcze się spotkamy, zwłaszcza, że znacie Stellę – uśmiechnęłam się.
-Ferran
– wyciągnął dłoń.
-Zaida
– uścisnęłam ją.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz